Świnia w kulturze ludowej

Świnia w kulturze ludowej

Świnia to zwierzątko problematyczne. Z jednej strony różowe i puchate (tak mówi mój Mąż, ja się świń boję), więc głaskałoby się, z drugiej zaś kojarzone ze wszystkim, co brudne i złe. To jak z tą świnią jest? Chodź, wszystko Ci opowiem!

Mieszkasz jak świnia!

No przyznasz chyba, że nie brzmi to najlepiej. Porównując kogoś do świni, raczej nie masz na myśli milutkiego, pachnącego, różowiutkiego prosiaczka, którego chciałoby się głaskać po szczecince (to znowu mój Mąż, nie ja). Widzisz za to chlew i czujesz smród, a w tym wszystkim umorusane świnie. Tak wygląda świnia w mojej wyobraźni, ale to utrwaliły używane na co dzień związki frazeologiczne, głównie porównania. Jesz jak świnia – powiesz do kogoś, kto nie potrafi zachować się przy stole. Wyglądasz jak świnia! – wrzaśniesz do osoby, która chętnie świnki spożywa i widać to po jej (świńskich) boczkach. Masz chlew w domu! – Powiesz tak osobie niewiedzącej, gdzie ostatnio schowała odkurzacz i że roztocza, choć niewidoczne, mogą narobić sporo szkód. Przyznasz, że świnki nie wypadają tu najlepiej, prawda?

Świnia na talerzu

Nie da się ukryć, że największą wartością świni jest to, że da się ją zjeść. Możesz być wegetarianinem lub weganinem (jeśli jeszcze nie jesteś, weź udział w #Veganchallenge i zobacz, jak to dobrze robi człowiekowi!), taki stan rzeczy może Cię oburzać, ale to fakt. Największą zaletą świnek jest to, że da się ją zjeść i przetrwać głód. Świnia jest przede wszystkim zwierzęciem gospodarskim przeznaczonym na ubój.

Magiczna świnka

Nie, nie chodzi tu o chorobę. Wieś nie byłaby wsią, gdyby nie miała swoich dziwnych tradycji, przekonań i wierzeń. Świnki, nim zostały zjedzone, pomagały przewidywać przyszłość! Pamiętasz, że w Boże Narodzenie zwierzęta mówią ludzkim głosem? Nawet, jeśli się to nie uda, to i tak na swój sposób zakomunikują, co trzeba. W wigilię panny powinny udać się do chlewa. Oczywiście, grzecznie, najpierw należy zapukać. Gdy odezwała się stara świnia, taki też mąż czekał naszą panienkę! Dużo lepiej było, gdy odezwała się młoda świnka, wtedy nie zagrażało wczesne owdowienie. Mniej etyczne było sprawdzanie, jak długo na ten ślub trzeba będzie czekać. W tym celu należało świnię kopnąć. Tyle razy, ile chrumknęła, za tyle lat pannę czekało zamążpójście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *