Na Świętego Marcina tylko rogal i gęsina!

Gęsina

Mówisz Święty Marcin, myślisz – rogale. Co święty ma wspólnego z niezdrową żywnością? O co chodzi z gęsiną? Dlaczego Święty Marcin kojarzy się głównie z Poznaniem? Chodź, wszystko Ci opowiem!

Listopad – czas odpoczynku

Listopad to czas, kiedy dobiegają końca wszystkie prace polowe, a ziemia oczekuje do wiosny na wydanie plonów. W tradycji europejskiej listopad nazywany był krwawym miesiącem lub miesiącem ofiar. W dawnych czasach, właśnie w okolicach 11 listopada składano krwawe ofiary bogom, głównie z wołów. To tutaj należy upatrywać korzeni  obchodów świętomarcińskich.

Gospodarze w dniu Świętego Marcina po raz ostatni przed zimą wypuszczali bydło na pastwisko. O zmierzchu zaganiano zwierzęta do obór, uderzając lekko gałązką brzozową lub świerkową, którą nazywano „marcinką”. W przeszłości przed dniem Świętego Marcina koniecznie było trzeba zakończyć wszystkie roboty w polu, gdyż powiadano, że ziemia musi teraz odpoczywać i nie należy już jej niepokoić, czyli kopać, grabić i tym podobne. W przeciwnym razie razie może w następnym roku nie wydać plonów. Po raz kolejny możemy dostrzec, że myślenie magiczne zawsze towarzyszyło kulturze ludowej.

Mimo że ponury, chłodny, mokry listopad nie nastraja pozytywnie, to jednak w przeszłości dla chłopów czasem zasłużonego odpoczynku po ciężkich żniwach i wykopkach. Warto przyjrzeć się ludowym przysłowiom, które powiadają: „Wesele Marcina – gęś i dzbanek wina”, jak wiadomo nie samym mięsem człowiek żyje, więc i gąskę należało przepić jakimś rozgrzewającym napojem; „Dzień Świętego Marcina dużo gęsi zarzyna” i „Na Marcina gęś do komina”.

Święty Marcin – co wspólnego ma z rogalami?

11 listopada w żadnym wielkopolskim, a zwłaszcza poznańskim domu nie może zabraknąć tradycyjnego rogala z nadzieniem z białego maku. W Poznaniu już w 1891 roku wypiekano rogale, kiedy to proboszcz parafii Świętego Marcina Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. W przekazach kościelnych Święty Marcin był znany ze swojej dobroci i pomocy ubogim. Jak głosi legenda, pewnego dnia Święty Marcin, odwiedzając wiernych na swoim białym koniu, zgubił podkowę, którą podniósł miejscowy cukiernik. Na jej kształt uformował ciasto z białym makiem. Gdy rogale były gotowe, piekarz, pamiętając o intencjach świętego, rozdał je potrzebującym. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, namówił swojego szefa do upieczenia rogali. Tak rogale świętomarcińskie trafiły na poznańskie ulice. Podczas gdy bogaci płacili za możliwość skosztowania słodkości, ubodzy otrzymywali je za darmo. Rogale cieszyły się takim powodzeniem, że zwyczaj wypieku w 1901 roku przejęło Stowarzyszenie Cukierników.

Na początku tekstu wspominałam o krwawych ofiarach w czasach pogańskich. Pewnie zastanawiacie się, co rogal może mieć wspólnego z wołem. Otóż podział społeczeństwa na bogatsze i biedniejsze istniał zapewne od początku świata. Nie każdego stać było na woła, dlatego też wypiekane ciastka przypominały bawole rogi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *