„Pod naszym niebem” Sylwii Kubik. Recenzja książki

Książka POD NASZYM NIEBEM Sylwii Kubik

Dawno nie było tu recenzji żadnej książki. Dzisiaj to nadrabiam. Na tapet wzięłam książkę „Pod wspólnym niebem” Sylwii Kubik, którą otrzymałam od Wydawnictwa eSPe. Co dzieje się pod tytułowym niebem? Czy warto sięgnąć po książkę? Chodź! Wszystko Ci opowiem!

„Pod naszym niebem”. O czym jest ta książka?

Prawdę mówiąc, nie wiem. Serio. Jest tu tak wiele wątków, że trudno wskazać mi jeden wiodący. Mamy tu skrajne wcześniaki, wojnę, problemy z teściową, dorastające dziecko (daj, Boże, żeby wszystkie takie były!), raka jądra, jakieś tajemnice, szanse na romans… dla mnie tego za dużo, ponieważ nie pozwala to ani zżyć się z bohaterami, ani zanurzyć się w te wszystkie historie, ponieważ książka musiałaby mieć cztery tysiące stron, nie prawie czterysta. Ktoś mógłby powiedzieć, że to książka o wsi. Trochę tak, a trochę nie. Mamy tam jakieś elementy historii, trochę pokazano społeczność, ale cały czas czuje się niedosyt. Raz jeszcze odpowiadając na pytanie, o czym jest ta książka, odpowiadam nie wiem.

Bohaterowie

Tu mój kolejny problem z tą książką. Z jednej strony mamy główną bohaterkę, Karolinę, a z drugiej za tego bohatera można uznać całą społeczność, choć trzeba by się bardzo uprzeć. Postaci, niestety, są bardzo płaskie. Albo jednoznacznie dobre, albo jednoznacznie złe. Czytelnik nie ma szans zastanowić się nad motywami postępowania, ponieważ bohaterowie są skonstruowani jednowymiarowo. Zła Weronika jest zawsze zła, robi podłe rzeczy, bo tak, Karolina* jest geniuszem, zawsze znajdzie wyjście z każdej sytuacji. Mnie nie chciało się podejmować próby zrozumienia żadnej z pań, właściwie prawie żadnego z bohaterów, może z wyjątkiem doktora Macieja i pani Heleny. To osoby z tajemnicami, których wątki rozwiązano w sposób, moim zdaniem, bardzo głupi, krótki i trochę na odczepnego. Większość bohaterów nie ma świata wewnętrznego, dla mnie są trochę jak marionetki zaprogramowane na czynienie dobra lub mącenie i sianie zła.

*Spore prawdopodobieństwo, że Karolina to tak naprawdę autorka książki. Bohaterki łączy miejsce zamieszkania, imię męża, imiona córek i historia ze skrajnym wcześniakiem.

Czy jest tak źle?

Wbrew temu, co może się wydawać po wcześniejszych opisach, nie. „Pod naszym niebem” naprawdę dobrze się czyta. Jest ciepła i łagodna, moim zdaniem dobra do pociągu bądź dla osób mających problemy ze snem, ale nie dlatego, że nudna, lecz kojąca, wyciszająca. To jest największy plus tej książki; pomimo takiej sobie fabuły (ale to kwestia gustu) powieść jednak na swój sposób wciąga. Do plusów książki należy też poruszana tematyka. Mamy wątek raka jąder (bardzo się rzadko o tej chorobie mówi), madki, 500+ i skrajnych wcześniaków. Niestety, autorka (poza wcześniakami, które dotyczą jej bezpośrednio, gdyż sama jest matką maleństwa wyciągniętego spod kosy) prześlizguje się po problemach, co prawdopodobnie jest skutkiem ich nagromadzenia w jednej powieści.

Tym, co najbardziej mnie rozdrażniło w całej książce, to sposób rozwiązywania poszczególnych wątków. W przypadku tych najciekawszych (drzewo cmentarne, zachowanie lekarza) uczyniono to dosłownie jednym, może dwoma zdaniami. Mało tego, robiono to akurat w miejscu, gdzie historia bohatera stawała się ciekawa i można to było dalej pociągnąć. Nic to jednak w porównaniu z zakończeniem, które nie wiem, czy jest zakończeniem, czy zapowiedzią kolejnej części (jeśli tak będzie, to ja nie wiem, co autorka będzie musiała zrobić, żeby z tego naszkicować fabułę, chętnie się o tym przekonam). Wszystkie wątki zamknięto dosłownie na jednej stronie w sposób taki, że ja nie wiedziałam, o co chodzi. Mogę to porównać do niedawnej (a może już dawnej?) afery z Polsatem, który puścił reklamy, kiedy film jeszcze trwał.

Czy książkę polecam? Tu odzywa się we mnie marketingowiec. Zależy komu i po co. Może nie jest to najlepsza literatura dla polonisty, bo ten ma (a przynajmniej powinien) mieć inną wrażliwość literacką, większe wymagania, jeśli chodzi o choćby konstrukcję świata przedstawionego, narrację i tym podobne. Jeśli jednak ów polonista chciałby odpocząć od tzw. ciężkiej literatury, „Pod naszym niebem” może być dobrym rozwiązaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *