Czarownica. Ofiara Gutenberga i prawa

Czarownica to nie tylko dom z piernika i wielgachny nochal. To przede wszystkim człowiek. Być może to Twoja sąsiadka. Albo listonoszka, która przynosi babci emeryturę (no, dobra, przesada. Na pewno wyczarowałaby więcej pieniędzy). Skąd się wziął lęk przed czarownicami? Co z tym wszystkim wspólnego ma pan Gutenberg? Jak w to wszystko wmieszać prawodawstwo? Chodź, zaraz wszystkiego się dowiesz!

Czarownica kontra Gutenberg

Początek histerii związanej z ludźmi pozostającymi na usługach szatana datujemy na przełom średniowiecza i nowożytności. Wówczas świat zachłysnął się drukiem wynalezionym przez Gutenberga. Nagle okazało się, że do tej pory przez wiele lat pisane ręcznie książki można było szybko wydrukować i ,co ważniejsze ,wydać w dowolnej ilości egzemplarzy.

Zaczęły powstawać traktaty, także o czarach i czarownicach. Na ich łamach debatowano o tym, jakie zło czynią wspólnicy diabła. Na szczęście byli też tacy, którzy brali w obronę oskarżonych. Wiadomo, że w tym czasie analfabetyzm był powszechny, zwłaszcza na wsi. Książki docierały wyłącznie do tej grupy społecznej potrafiącej czytać. Jak się okazało, wystarczyło wynalezienie ruchomej czcionki, by w niedługim czasie teorie uczłowieczające szatana i demonizujące człowieka zaczęły rozprzestrzeniać się w całej Europie. Z Zachodu zaczęły przemieszczać się na Wschód, by w XVI w. dotrzeć do Polski.

Oskarżona: czarownica

Europa oszalała na punkcie czarownic. Ściganie i zabijanie ludzi oskarżonych o czary usankcjonowano prawem, co oznaczało, iż

Rycina z Archiwum Państwowego w Poznaniu. KARTOTEKA PROCESÓW O CZARY

osoba oskarżona o tego typu przewinienie, trafiała przed sąd świecki. Ten, w wyniku odpowiednich procedur sądowych, wydobywał z niej przyznanie się do zarzucanego czynu i skazywał na stos.

Ale zanim domniemana czarownica trafiła na stos trzeba jej było wiele wycierpieć. Każda rozprawa sądowa tego typu była inna, jej przebieg zależał od tego, gdzie zebrał się sąd. Musimy być świadomi faktu, że tamte rozprawy sądowe w niczym nie przypominały tych, które my dzisiaj znamy.

Wyobraź sobie taką sytuację

Załóżmy że kobiecie X zmarło niemowlę. Zrozpaczona matka, próbując uporać się z traumą, szukała przyczyny śmierci dziecka. Przypomniała sobie, że dzień wcześniej odwiedziła ją sąsiadka Y i że bardzo podobało się jej dzieciątko. Jedyna myśl, jaka przyszła zrozpaczonej matce to ta, że to Y rzuciła czary na jej dziecko i dlatego zmarło. Sprawę zgłosiła do sołtysa, oficjalnie oskarżając Y o czary. Sołtys miał obowiązek wszcząć proces. W tym celu ściągnął do wsi przedstawicieli sądu miejskiego, gdyż tylko taki mógł rozpatrzyć tego typu sprawę. Y została pojmana i zamknięta w odosobnieniu, w niedługim czasie na sesji wyjazdowej zbierał się sąd miejski. Rozpoczynał się proces o czary.

Ciekawe, prawda?

Autorką tekstu pani Bożena Ronowska, doktorantka z Uniwersytetu Gdańskiego, wie o procesach czarownic wszystko. Przygotowuje nawet książkę poświęconą czarownicom. Realizacja projektu jest bardzo droga, ponieważ koszty przygotowania książki do druku są bardzo wysokie. Jeśli podobał Ci się tekst i chciałbyś o czarownicach przeczytać więcej, dorzuć się do zbiórki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *